Przyszli do swoich

asia. Opublikowano w ŚWIADOMOŚĆ 2014

Mimo usilnych prób, chyba nigdy nie będziemy punktualni. Na Rynek w Płocku dotarliśmy 12:15, co nie stanowiło przeszkody dla naszych rodzin i przyjaciół, którzy już czekali. Słońce dawało o sobie znać, zagraliśmy dwa razy, po czym bardzo powoli zaczęliśmy rozjeżdżać się do domów. Mimo ogromnej frajdy z bycia z tymi, którzy przystawali, żeby zobaczyć co się dzieje, obecność w Płocku sprawiła, że marzeniem każdego z nas stał się prysznic i łóżko. 

Wyjazd się skończył, wróciliśmy do domu. Padały pytania: "Czy wszystko się udało? Czy spełniliście swoje założenia, cele? Czy jesteście zadowoleni? Czy udało się zewangelizować kogokolwiek?"
Myślę, że pod odpowiedzią podpisać może się cała grupa. Tak, wyjazd niewątpliwie się udał. Naszym celem było wchodzenie w rzeczywistość pędzącego miasta, i to też robiliśmy. Było poruszenie, konsternacja, były głosy podziwu czy radości ze spotkania. Poznaliśmy mnóstwo wspaniałych osób, było wiele poruszających, głębokich rozmów, jeszcze więcej tych bardziej ogólnych, przyjacielskich. Dużo zwiedziliśmy, dla wielu z nas obecność na Jasnej Górze, w Krakowie czy Radomiu była pierwszym razem. Świetnie się bawiliśmy. To wszystko jednak nie miałoby znaczenia, gdyby był to koniec odpowiedzi.

Kierując się zasadą, że każdą ewangelizację zaczynam od siebie, trzeba przyznać, że Pan Bóg zrobił swoje. Wyjeżdżaliśmy jako dwie grupy względnie obcych sobie ludzi, wróciliśmy jako rodzina. Każdy z nas po swojemu doświadczył Obecności Boga, Jego miłości. Spotkaliśmy Boga w Najświętszym Sakramencie, w cudach, w drugim człowieku. On był przez cały czas z nami. Moglibyśmy nie zwiedzić nic, mógłby przez cały czas lać deszcz, przez który nie bylibyśmy w stanie wyjść na ulice, a i tak ten czas byłby czasem dobrym. Czy udało nam się kogokolwiek nawrócić? Nie. To Bóg nawraca, my tylko byliśmy narzędziami, które być może nigdy nie dowiedzą się o owocach swojej pracy. Największą jednak radością jest to, że my sami spotkaliśmy Jego, że zaistniał w życiu każdego z nas. Dał nam dużo więcej, niż mogliśmy prosić. Obudził naszą ŚWIADOMOŚĆ. 

Warszawa nas polubiła

asia. Opublikowano w ŚWIADOMOŚĆ 2014

29 lipca 2014, Radom/Warszawa (IX dzień wyjazdu)

Wczoraj wieczorem przyjechaliśmy do Radomia. A tam studenci z Duszpasterstwa Akademickiego już na nas czekali. Wspólna kolacja, potem integracja i krótkie podsumowanie dnia. Poznaliśmy grupę pozytywnie zakręconych ludzi, z którymi spędziliśmy niezwykle fajny wieczór. Niestety z przyczyn technicznych nie mogliśmy zagrać na radomskim Rynku, ale mamy nadzieję, że kiedyś to nadrobimy.

Po południu ruszyliśmy do Warszawy. Stolica przyjęła nas niezwykle ciepło, na Krakowskim Przedmieściu zebrało się całkiem dużo osób, by nas oglądać, czy porozmawiać. Warszawska policja bardzo polubiła Pawła, występującego w roli organizatora wydarzenia, ale wszystko przebiegało w sympatycznej atmosferze. Dorota, swoim spektaklowym okrzykiem "STOP!" zatrzymała przejeżdżającą kolejkę, przysłuchiwał nam się pan rikszarz, poznaliśmy Wspólnotę Przymierze Miłosierdzia, z którą opowiedzieliśmy o sobie wzajemnie, po czym wspólnie się pomodliliśmy. Coraz bardziej przekonujemy się, że niezależnie od pochodzenia, czy języka, którym się posługujemy, będąc katolikami tworzymy jedną, wielką rodzinę. 

Ostatni wieczór spędzony wspólnie, ostatnie podsumowanie dnia. Jutro natomiast ostatni przystanek na naszej drodze - Płock. I wracamy do domu.

Czy to na pewno nie sekta? :)

asia. Opublikowano w ŚWIADOMOŚĆ 2014

28 lipca 2014, Kraków (VII i VIII dzień wyjazdu)

Kraków nas szalenie zaskoczył. Spędziliśmy tam dwa dni, a dostaliśmy więcej niż moglibyśmy przypuszczać. W niedziele był czas na odpoczynek, zwiedzanie, czas na integrację. Kiedy wieczorem siedzieliśmy przed Kościołem Mariackim grając w kalambury, wiele osób zatrzymywało się pytając: "Czy wy na pewno nie jesteście sektą?" Nie, nie jesteśmy. :)

Nasza ewangelizacja na Starym Rynku była bardzo dobrym czasem. Zostaliśmy niezwykle ciepło przyjęci, mimo pojawiających się również negatywnych komentarzy. Te wbrew pozorom cieszą najbardziej, pamiętamy w modlitwie o tych wszystkich osobach. Było wiele nieoczekiwanych spotkań, dużo śmiechu, Gołębi i krakowskich precli. Krakowie - wrócimy tam jeszcze!

Niezwykle ciepło mówiono o samej akcji. Wiele osób zapewniało nas o modlitwie, wyrażało radość ze wspólnego spotkania. Ogromnie doświadczyliśmy, jak ważne jest spotkanie z drugim człowiekiem, że w nim przychodzi Pan Bóg. To On stawiał konkretne osoby na naszej drodze, nikt kogo spotkaliśmy nie był przypadkowy.

---

Przed nami jeszcze tylko Radom, Warszawa i kończymy w Płocku. Każda dziesiątka różańca za nas i za tych, których spotykamy mile widziana. Do zobaczenia!

Inaczej sobie to wyobrażaliśmy

asia. Opublikowano w ŚWIADOMOŚĆ 2014

26 lipca 2014, Częstochowa (VI dzień wyjazdu)

Do Częstochowy dojechaliśmy godzinę wcześniej niż planowaliśmy, dzięki czemu był czas na odpoczynek. A to tylko początek niespodzianek, jakie były tego dnia. Wybraliśmy się na Mszę Świętą, jedyną jaka była odprawiana w południe, a tam bierzmowanie! Byliśmy nieźle zaskoczeni, ale też szczęśliwi, że jako grupa ewangelizatorów mogliśmy uczestniczyć w sakramencie przyjęcia darów Ducha Świętego. Spotkaliśmy się też przez chwilę z bp Antonim Długoszem. I okazało się, że trzema 70-centymetrowymi pizzami i jedną 30-centymetrową można nakarmić 19-osobową ekipę, a jedzenia starczy na obiad, kolację i jeszcze śniadanie zostanie. Bardzo polecamy częstochowską pizzę ;)

Wiele spodziewaliśmy się po akcji ewangelizacyjnej, w końcu jesteśmy w Częstochowie. Jednak Pan Bóg nie spełnia naszych zachcianek, tylko daje to, czego naprawdę potrzebujemy. Dlatego też dostaliśmy małą lekcję pokory. Nie zmieniło to jednak faktu, że postawił On konkretne osoby na naszej drodze, było kilka rozmów, poruszeń. Wbrew pozorom był to naprawdę dobry czas. Inny niż się spodziewaliśmy, ale taki jak być powinien. 

Jak Izraelici z Egiptu

asia. Opublikowano w ŚWIADOMOŚĆ 2014

25 lipca 2014, Łódź (V dzień wyjazdu)

Pakowanie, ostatni przegląd czy wszystko mamy, krótkofalówki w dłoń, jeszcze tylko błogosławieństwo i ruszamy. Całą drogę leje, ale Łódź na szczęście wita nas słonecznie. Na miejscu mieliśmy okazję poczuć się jak Izraelici wychodzący z Egiptu - odcinek, który można było pokonać w 10min, przejeżdżamy w prawie godzinę. Jednak nie ma tego złego, co by na dobre nie wyszło, więc wykorzystaliśmy czas na zwiedzanie miasta. Ostatecznie dotarliśmy do Parku Reymonta. Zebrała się całkiem duża grupa oglądających spektakl, był czas na rozmowy, na wspólną zabawę. Był to niezwykle dobry czas, okazja do spotkania wielu wspaniałych ludzi, czy biegania za piłką.

---

Wszystko jest po coś.

Pan Bóg dał nam dobry początek ewangelizacji, mimo że sam wyjazd zaczął się problemowo. Nic nie dzieje się bez przyczyny, On wszystkim kieruje i wie co robi, ale potrzebuje naszego zaufania i zgody. Jednak jak człowieku już powie Mu "tak", to dostaje dużo więcej, niż mógłby przypuszczać, bo Bóg jest maksymalistą.

---

Czas spędzony w parafii św. Łukasza Ewangelisty i św. Floriana Męczennika, gdzie zostaliśmy przyjęci na nocleg, był niezwykle zabawny. Spotykamy na naszej drodze mnóstwo szalenie życzliwych i otwartych ludzi i za to Chwała Panu! :)